W obrazie Zamość z pamięci Jerzy Kubina nie próbuje odtworzyć miasta takim, jakim jest. Interesuje go nie architektura, lecz sposób, w jaki miejsce pozostaje zapisane w ludzkiej pamięci.
Bryły budynków, fragmenty okien i arkad wyłaniają się z niemal przezroczystych warstw materii. Kontury pozostają nieostre, a przestrzeń zdaje się nieustannie rozpływać pod wpływem światła. Miasto nie zostaje przedstawione w sposób dokumentalny. Pojawia się raczej jako obraz wspomnienia – niepełny, fragmentaryczny i podatny na upływ czasu.
Światło odgrywa w tej realizacji rolę równorzędną wobec materii. Nie wydobywa architektury z ciemności, lecz stopniowo ją rozpuszcza, pozostawiając jedynie to, co pamięć zdołała zachować. Transparentne warstwy nakładają się na siebie niczym kolejne obrazy przywoływane z przeszłości.
Nie oglądamy tutaj miasta. Oglądamy pamięć miejsca. A pamięć nigdy nie zachowuje wszystkiego. Pozostawia jedynie to, co naprawdę było ważne.